Ludzie ludziska, dzięki, że byliście!!! Nie spodziewałem się aż tak niesamowitej atmosfery! W piątek miałem kryzys, chciałem odwołać całą akcję, ze względu na różne wątpliwości, które pojawiły mi się pod kopułką, ale uznałem, że Wy na pewno dopiszecie i zabawa będzie przednia. Pod Zigim byłem o 14:30, parę osób się kręciło, myślę sobie: no tak, zupełnie jak myśłałem – kaplica. Jednak jak zaczęliśmy trochę hałasować, oklejać się serduszkami, momentalnie się zeszliście. Liczę WAs w głowi – 15, 21, 26 – jest OK choć fajnie by było jakby było nas więcej. Patrzę w oddali przejechał samochód Red Bulla – luźne skojarzenie, ale byłby fun, jakbyśmy mieli redki heheh. Kleimy serduszka, dalej hałasuję, kolejne osoby dochodzą – 32, 36 – a tutaj za chwilę od trasy WZ, wchodzi banda i momentalnie zrobiło się nas ponad 60 OSÓB, tak!!! było nas podan sześćdziesięcioro!!! Pomyślałem, o kurwa ale świetnie i już banan na twarzy się pojawił. Rozklejanie sereduszek, a tu nagle – cześć przynieśliśmy Wam Red Bulle – ja patrzę, a to kumpela z wydziału dla Redka pracuje, mega polewka
ale czad
serduszka do końca wyklejone, minitransparenty rozdane (pokaż język, uśmiechnij się, przytul się do mnie, puść mi oczko, energia za darmo), niektórzy przynieśli swoje (brawo dla Was, oby więcej inwencji na przyszłość – i tak najbardziej rozwaliły mnie baloniki w kształcie serduszek
) 14:45 ogłoszenietrasy i ruszamy. Myślę coś kiepsko idzie, wszyscy w grupie, kiepsko. A tu nagle ktoś się rzuca na przechodniów, ktoś na autobus i każe pokazać kierowcy język (to była Zgredzik – buziak dla Ciebie). Akcja się rozkręca, przy bramie UW było już cieplej, bo grzała nas energia – to co idziemy dalej – TAAAAAAAAAAK!!! No, to idziemy, wzdłuż Nowego Światu i do Chmielnej. Po drodze spotkaliśmy dwie turystki z bliżej nieokreślonego kraju azjatyckiego, wysciskalismy je, a One…. wyciągnęły aparaty i zrobiły naszej grupie zdjęcia – później na Dalekim Wschodzie pokażą jak pojebani są Europejczycy heheheh Chmielna to absolutna eskalacja pozytywnej energii – 100% skuteczności, nie było osoby, która by się nie uśmiechnęła, przytuliła, czy przybiłą piątki
Dobra idziemy na Patelnię i koniec… wchodzimy, patrze – JA PIERDOLĘ, ale trafiliśmy – manifestacją przeciwko eksperymentowaniu na zwierzętach – tośmy kurde trafili – myślę. Kicha na maxa, ale co się dzieje – atakujecie manifestujacych pozytywną energią wyściskanie i co… idziemy dalej nikomu się nie chce iść do domu. Dalej był spacerek wokół PKiNu, koło lodowiska, wzdłuż Świętokrzyskiej, spowrotem Krakowskim Przedmieściem i koniec pod ukochanym Zigim, który na koniec został przez nas megasakrycznie wyściskany. Później chwilka podziękowańm, wyściskanie kamerzystów, fotografów, mnie – z czego bardzo się cieszę – czułem się taki potrzebny
I rozchodzimy się – choć wcale nie chciało mi się nigdzie iść
ZAJEBIŚCIE WAM DZIĘKUJĘ BYŁO MAGICZNIE
Freju